11 Maj 2018

Dlaczego Facebook uzależnia jak kokaina

UWAGA: Aby dobrze zrozumieć przekaz tego wpisu, przeczytaj go w ciszy i spokoju. Pozwól aby zawarte w nim informacje miały okazję w Ciebie “wsiąknąć”.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak twój umysł faktycznie działa? Żyjąc na co dzień, nie sposób nie paść ofiarą wrażenia absolutnej władzy nad własnymi decyzjami. Przecież to ja decyduję co zjem teraz, ja decyduję kiedy pójdę spać, ja decyduję jak spędzam czas, co oglądam i z kim wchodzę w interakcję. Uzależnienia pokazują jednak, że nie zawsze mamy taką kontrolę nad swoimi decyzjami, jaką chcielibyśmy mieć.

Cena potęgi

To co sprawia, że nasze umysły są wyjątkowe to ich możliwość adaptacji do środowiska. Niestety, nie ma nic za darmo. Razem z możliwością adaptacji idzie zestaw możliwych nadużyć, które są wypadkową mechanizmów leżących u podstaw naszego potencjału. W tym wpisie skupię się na dwóch takich mechanizmach. Jednym z nich jest działanie systemu motywacyjnego, który sprawia, że wykonujemy dane zadanie w oczekiwaniu na nagrodę. Drugim jest mechanizm organizacji w grupie, którym jest hierarchizacja. Za jeden z mechanizmów wzmacniający, moglibyśmy obrać nietolerancję braku informacji. Zaznaczę przy tym, że takich mechanizmów jest wiele, ale na potrzeby meritum, skupię się tylko na wspomnianych dwóch, gdyż są one zdecydowanie najbardziej istotne.

Nie wdając się w jeszcze bardziej złożony temat wolnej woli, spróbuję wyjaśnić Ci w jaki sposób firmy takie jak Facebook wykorzystują wspomniane mechanizmy Twojego umysłu aby Ciebie uzależnić i zmaksymalizować zyski.

Dopamina i motywacja

Tytuł tego artykułu jest raczej dosadny i niebawem dojdziemy do sedna. Zacznijmy od tego co motywuje Twoje działania na poziomie neurofizjologicznym, kiedy w grę wchodzi nagroda. Hormonem który za to odpowiada, jest dopamina. Przez dekady twierdzono, że dopamina jest hormonem przyjemności (nagrody), podczas gdy faktycznie jest hormonem oczekiwania przyjemności, czyli bardziej ekscytacji skłaniające nas do podjęcia działań, których wynikiem są przyjemne doznania. Dopamina jest tym hormonem, który motywuje nas do wykonania jakiegoś zakresu pracy jak np. posprzątanie mieszkania przed przyjściem nowej dziewczyny/chłopaka.

Skoro już wspomnieliśmy o świeżych relacjach, weźmy sprzątanie owego mieszkania na warsztat. Załóżmy, że kobieta/chłopak z którym masz się zobaczyć, działa na Ciebie jak zaklęcie przez które tracisz głowę. W takiej sytuacji, sprzątając mieszkanie w jakim jesteś nastroju? Czy sprzątanie Ci się dłuży, czy może robisz to szybciej niż zwykle? Dlaczego jesteś taki podekscytowany? W jakim celu sprzątasz, jakiego rezultatu się spodziewasz i dlaczego przy tym tańczysz? Dlaczego chcesz aby było tak czysto kiedy przyjdzie ta osoba, podczas gdy kiedy przychodzi Twój przyjaciel/przyjaciółka, masz absolutny śmietnik na podłodze?

Nie muszę być mentalistą, żeby oczyma wyobraźni widzieć ten uśmieszek, który maluje się na Twoich ustach. Kto z nas tam nie był? Tworzysz odpowiedni nastrój, powiedzmy. Szanse na “sukces” są wysokie. Jak wysokie? W naszych oczach w okolicach 50%. Zapamiętaj ten odsetek. Za chwilę przekonasz się jak jest potężny kiedy mowa o dopaminie.

Losowa nagroda

Okazuje się, że w powtarzalnej skali (przez setki losowań) otrzymywanie nagrody w 100% przypadków, sprawia że się jej spodziewamy a zastrzyk dopaminy znika. Podobnie w sytuacji kiedy prawdopodobieństwo wygranej jest równe 0%. W sytuacji kiedy wygrywamy w 25% przypadków i 75%, jest sobie równy, ale większy od sytuacji pierwszej. Kiedy jednak losowość nagrody w naszych oczach wynosi 50%, osiągamy apogeum dopaminowego szału. Nasz mózg wydziela dozę dopaminy z intensywnością, którą przewyższa tylko zażycie kokainy! Przy niewiele większej intensywności ekscytacji, bohaterom kreskówek eksplodują już głowy. Prawdziwa historia.

Potęga dopaminy przez wielu jest bardzo niedoceniana. Sama w sobie odpowiada za nasze największe uzależnienia jak miłość. Jej deficyt może jednak odpowiadać za toksyczne związki, których rozpad bywa suplementowany używkami wyzwalającymi dopaminę, bądź jej “zastrzykami” w postaci losowej nagrody i hazardu, przypadkowego seksu itd.

Motywacja w czasie

W przypadku zwierząt, mechanizm jest dość prosty:

Jest sygnał -> Jest zastrzyk dopaminy -> Praca zostaje wykonana -> Nagroda zostaje zdobyta.

To co w przypadku dopaminy jest unikalne dla nas, to wymiar czasu. Jako jedyni jesteśmy w stanie utrzymać zawyżony poziom dopaminy przez lata w oczekiwaniu na nagrodę. Dzięki temu uczymy się, chodzimy do pracy, planujemy karierę i poświęcamy się (pracujemy) aby osiągnąć cel (nagrodę) w przyszłości. W ekstremalnych przypadkach, nie oczekujemy nagrody nawet za naszego życia tylko pośmiertnie. Lepsze życie w raju, 72 dziewice itd.

Hierarchia

Media społecznościowe to dla wielu nowa metoda odnajdywania się w statusie społecznym. Im więcej o Tobie mówią, tym jesteś istotniejszy, tym wyższy masz status społeczny. Jest to o tyle istotne, że jesteśmy na to ekstremalnie wrażliwi. Przez miliony lat ewolucji wykształciliśmy specjalnie zwoje neuronów których jedynym zadaniem jest określenie naszej pozycji w hierarchii.

Jak to się ma do mediów społecznościowych

Po pierwsze, za każdym razem kiedy Facebook, Tinder, Badoo, Instagram itp. wysyłają Ci wiadomość typu “xxx skomentował Twoje zdjęcie”, “Masz wiadomość od yyy”, “zzz wspomniał Cię w komentarzu” dostajesz sygnał, który Ci mówi “masz 50% szans, że twój status społeczny się poprawił”. Automatycznie dostajesz zastrzyk dopaminy który wymusza na Tobie pracę. “Ktoś o mnie wspomina?! Muszę zobaczyć o co chodzi!”. Działa tutaj bezpośrednio nagroda losowa. Za każdym razem motywowany jesteś do interakcji aby sprawdzić zmianę swojego statusu społecznego. Szczególnie wrażliwi na tego typu manipulację są osoby których poczucie wartości wywodzi się z opinii innych.

Po drugie, to co się dzieje z naszym mózgiem kiedy do równania dodamy wymiar czasu, może Cię przerazić. Twój mózg, przyzwyczajony do sygnałów z mediów społecznościowych, oczekuje ich nadejścia w czasie. Brak sygnałów nie skutkuje zanikiem Twojego zainteresowania. Brak sygnałów skutkuje spadkiem samooceny i wzrostem łaknienia sygnałów. Zostajesz uzależniony.

Implikacje

W sytuacji uzależnienia będziesz poszukiwał interakcji ze społeczeństwem przez media społecznościowe, licząc na to że społeczeństwo weźmie Cię ponownie pod uwagę i staniesz się znowu istotny. W przeciwnym wypadku, z braku dopaminy zaczniesz tonąć w spirali “Ten gość ma super życie, a ja jestem do niczego. Nikt mnie nie lubi, nikt do mnie nie pisze, nikt nie chce spędzać ze mną czasu”.

Twój mózg stanie się Twoim wrogiem. Wskutek powtarzania niszczącej opinii jak mantra, utrwalisz ją do stopnia, w którym kompletnie zniszczysz własną samoocenę i być może targniesz się na swoje życie.

Jest też druga strona medalu. “Jestem niesamowita! Jestem taka popularna, każdy facet mnie chce, wiecznie ktoś do mnie pisze, mam olbrzymi wybór. Jeżeli mi coś w związku nie pasuje, nie muszę w nim być. Nie muszę się zmieniać. Jestem idealna taka jaka jestem. Jeżeli facet chce ze mną być, musi o mnie walczyć.” Samouwielbienie w które można wpaść będąc osobą popularną w mediach społecznościowych może całkowicie zakrzywić spojrzenie na własną wartość. Szczególnie w sytuacji kiedy Twoja popularność bazuje tylko i wyłącznie na Twoim wyglądzie.

Podwójne uderzenie

W mediach społecznościowych jest więc potężna kombinacja wykorzystująca działanie dwóch bardzo istotnych mechanizmów naszego mózgu. Podatność na losowość nagrody oraz wrażliwość na pozycję w hierarchii społecznej.

Możesz być pewien, że firmy technologiczne nie zaprzestaną wykorzystywania słabości umysłów do generowania nowych zachowań. Możemy tylko liczyć na to, że zachowania jakie będą generowały, będą dla nas pożyteczne, albowiem sama mechanika jest kompletnie neutralna. Może generować zarówno pozytywne jak i negatywne przyzwyczajenia. Trochę jak edycją genów. Z jednej strony, możesz tworzyć organizmy które wymarzą wszelkie choroby z powierzchni ziemi. Z drugiej możesz w końcu skrzyżować ebolę z ospą wietrzną i spowodować pandemię, jak to próbowało zrobić KGB w latach 70-tych XX wieku. Póki co, starajmy się wierzyć, że jako ludzie, mamy bardziej dobrą niż złą naturę 🙂

 


Krzysztof Czubak

Comments

  1. Super temat wybrałeś. Mało osób o tym jeszcze mówi. Ciekawe kiedy będą sensory dopaminy i aplikacje z siecią neuronową, regulującą odpowiednio dalsze działania.. to będzie dopiero manipulacja

    • Krzysztof Czubak Says: Maj 12, 2018 at 3:53 pm

      Spodziewałbym się bardziej, że temat manipulacji zostanie doszczętnie rozłożony na części pierwsze przez sztuczną inteligencję i to ona będzie miała niezrównane dotąd zdolności manipulacyjne. Jeżeli dodamy do tego BMI typu neuralink i możliwość bezpośredniego przekazywania informacji do ludzkiego mózgu, myślę że spokojnie możemy zacząć obawiać się Matriksowej dystopii w przyszłości 😀

  2. Asia D. Says: Maj 12, 2018 at 9:08 am

    Krzysztof. Uświadamiaj dalej! Ciekawe i odwazne stwierdzenia. Daja do myślenia. Tak mnie zainspirowales, ze Ja dziś mam zamiar sprawdzic jak to jest z ta dopamina. Pisz tak dalej!!!!

    • Krzysztof Czubak Says: Maj 12, 2018 at 3:55 pm

      Przyznam, że to i tak dość zachowawczy wpis. Oryginał został odrzucony z racji bardziej szokującej natury. Dziękuję za miłe słowa i zachęcam do dzielenia się artykułem w swoich mediach społecznościowych 🙂

  3. Skoro wspomniałeś o bardziej szokującym oryginale, który gdzieś, narobiłeś ochoty, wyzwoliłeś tyle dopamniny że aż napisałem komentarz w nadziei że wyrzucisz oryginał, to teraz wrzuć oryginał. Świetny wpis, a teraz myślę że więcej osób tu komentujących ciekawa jest oryginału. Pozdrawiam

    • Krzysztof Czubak Says: Maj 14, 2018 at 10:21 am

      Za dużo mówię czasem 😀 Dziękuje za miłe słowa. Oryginalny artykuł sięgał nieco głębiej w badania dotyczące dopaminy jeszcze w czasy B.F. Skinnera i wysnuwał wnioski dotyczące zwierzęcej natury człowieka.. Tutaj wspierałem się wykładami fenomenalnego Roberta Sapolsky’ego. Profesora neurologii oraz nauk biologicznych Stanford. Wpis, malował obraz dystopii w stronę której zmierzalibyśmy w sytuacji gdyby obecny stan rzeczy eskalowałby bez przeszkód. To co było ciężkie we wpisie to brutalna prawda na temat tego jak szybko dajemy się zmanipulować przez informacje i co się dzieje kiedy dostawcą tych informacji jest przy okazji największy serwis reklamowy na świecie, Facebook. Tutaj znowuż korzystałem z pracy Le Bon’a i Barneys’a w zakresie propagandy. Przyznam przy tym, że tego kalibru wpisy muszą poczekać. Na tę chwilę nie czuję się wystarczająco pewien konkluzji aby je publikować bez konsultacji. Niebawem mam Skype z B.J. Fogg’iem, twórca kaptologii i dyrektorem Stanford Persuasive Tech Labs. Być może, natchnie mnie wystarczającą pewnością siebie aby pójść o krok dalej 🙂

  4. Ok, w takim razie będę śledził bloga, fajny wpis i mocny tytuł. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *